niedziela, 28 lipca 2013

II. Przesłuchanie

Hinata


Cisza. Mrok. Krew na rękach. Gdzie ja jestem? Rozglądam się wokół. Spojrzałam przed siebie, ale nic nie zauważyłam. Postawiłam pierwszy krok, potem drugi. Przed oczami przemknęły mi obrazy z minionych wydarzeń. Z moich ust wydobył się jęk przerażenia. Co z Sarielem? Z Naruto, Tenten, Kibą… Byłam pełna obawy o ich życia. Nagle zaczęło się robić coraz jaśniej, a oczy zaczęły piec. Przetarłam je delikatnie, ale to niewiele pomogło.
Obraz zrobił się nie wyraźny, a biel ścian uderzyła we mnie. Zobaczyłam jedynie rozmazaną twarz pochylającą się tuż nad moją osobą. Po chwili widziałam coraz to dokładniejsze kontury. Z jakimś poczuciem ulgi mogłam stwierdzić, że to była Tenten. Jej twarz była wygięta w grymasie jednocześnie zatroskana.
- Hinata! – krzyknęła, kiedy już spokojnie mogłam usiąść. – Co Ty sobie myślałaś, co?! Wiesz jak się martwiłam?! – warczała zła, jednocześnie jej oczy się zaszkliły.
Uśmiechnęłam się jedynie przepraszająco. Rozglądając się wokół przypomniałam sobie o czymś bardzo istotnym.
- Co z resztą? – zapytałam niepewnie zagryzając wargi.
Od tej bieli zaczęło mi wirować w głowie, więc opadłam z powrotem na poduszki. Spojrzałam niepewnie na Tenten jednak ta tylko milczała, patrząc tępo w róg łóżka szpitalnego.
- Co z resztą? – zadałam ponownie pytanie, lecz tym razem z o wiele większym naciskiem.
- Naruto.. – wydukała brunetka, spoglądając na mnie.
- Ale co Naruto? – zapytałam, ściskając w dłoniach kołdrę. Cała w środku byłam pełna niepewności.
Brunetka westchnęła i opuściła głowę w dół. Widać było, iż nie była pewna tego, co mi powiedzieć.
- Hinata, on jest teraz operowany – odpowiedziała, gdy podniosła wzrok na mnie.
Wstrząsnęło mną. Mężczyzna, którego niegdyś kochałam miał tak poważne obrażenia, że w tej chwili, kiedy ja spokojnie rozmawiałam z Tenten, walczył o życie. Poderwałam się z łóżka i już chciałam stawiać pierwszy krok, gdy nagle ogromny ból zgromadził się w mojej głowie. Zachwiałam się i upadłabym, gdyby nie szybki refleks brunetki.
- Hinata! – pisnęła. – Nie powinnaś się przemęczać! – Odstawiła mnie z powrotem na łóżko.
Opadłam na poduszkę i odwróciłam głowę w stronę okna. Po moim policzku spłynęła jedna samotna łza.
- Wyjdzie z tego, prawda? – zapytałam z nadzieją w głosie.
Zapadała krępująca cisza, jedynie słyszałyśmy tykanie zegara wiszącego nad drzwiami. Nadal spoglądałam na widok za oknem. Nie potrafiłam odwrócić głowy i zmierzyć się z twarzą Tenten.
- Nie mam pojęcia… - Usłyszałam cichy głos brunetki.
Ścisnęło mnie w gardle, a po moim ciele przeszedł dreszcz. Było źle. Czułam to całą sobą, miałam tylko nadzieję, że wszystko będzie dobrze.

~*~

Tenten

Spoglądałam niepewnie na Hinatę, widać było, iż przejęła się zaistniałą sytuacją. Zrobiło mi się jej szkoda, w końcu przywiązała się do Naruto. Westchnęłam i spojrzałam na dziewczynę, zasnęła. Pewnie była wykończona – przemknęło mi przez myśl. Wstałam powoli z krzesła, starając się nie obudzić dziewczyny. Podeszłam cicho do drzwi, wyszłam i zamknęłam je, spoglądając po raz ostatni na grantowo włosą.
Mozolnymi krokami zbliżałam się do sali numer sto dwa. Byłam pełna emocji, niepewności, strachu. Mój przyjaciel walczył o życie, a ja nie potrafiłam nic zrobić. Bezbronna niczym małe dziecko, zagubione w tym wielkim świecie. Ze zdenerwowania zaczęłam niechlujnie obgryzać paznokcie, gdy w końcu znalazłam się pod salą.
Nienawidziłam tego uczucia – strachu. Wdzierało się ono w każdy zakamarek ciała i nie ustępowało. Było podstępne i nie raz doprowadzało ludzi do zachowania, którego by się po sobie nie spodziewali.
Obok przechodziła pielęgniarka, a ja nie czekając dłużej, zaczepiłam ją.
- Przepraszam! – bąknęłam – Wie może pani, co z Naruto Uzumakim? – zapytałam na jednym wydechu.
- Jego operacja zakończyła się piętnaście minut temu – odpowiedziała, blado się uśmiechając.
- Wie może pani coś więcej? – dopytywałam się, ściskając skrawek spodni w dłoniach.
- Jedynie tyle, że przeniesiono go do sali dwieście dziesięć, na drugim piętrze – Tylko tyle zdążyłam usłyszeć, gdyż już rzuciłam się pędem w stronę windy.
Kiedy już się przy niej znalazłam, podeszłam do szyby, żeby ujrzeć sylwetkę przyjaciela. Wyglądał marnie, blady jak ściana.
Rozejrzałam się wokół w poszukiwaniu jakiegoś lekarza. Po chwili znalazłam to, czego szukałam. Wysoki brunet w białym uniformie, zmierzał w moją stronę. Gdy był już koło mnie, szarpnęłam go za kitel, a on spojrzał na mnie zdziwiony. Miał piękne, przejrzyście białe oczy, w których można się było zatopić.
- Ehm – chrząknęłam, dla opamiętania się – Wie może pan, co z Naruto Uzumakim?
Lekarz uśmiechnął się pogodnie i zasunął kosmyk długich włosów za ucho.
- Jego stan jest stabilny, przewidujemy, że do końca tygodnia powinien się wybudzić.
Położyłam dłoń na klatce piersiowej i odetchnęłam z ulgą.
- Dziękuję – odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do doktora.
Ten jedynie odpowiedział mi tym samym i udał się w swoją stronę. Usiadłam na najbliższym krześle, było niesamowicie twarde i nie wygodne. Na mojej twarzy zawitał grymas niezadowolenia. Przypomniałam sobie wczorajszą rozmowę z doktorem.
- Do cholery! – wrzasnęłam, ciągnąc lekarza – Niech mi pan powie co z Hinatą!
Doktor widząc, że nie dam za wygraną wymamrotał.
- Ona.. – Westchnął. – Wszystko z nią w porządku, po prostu była przemęczona. Zbyt dużo nerwów i stresu spowodowało wycieńczenie organizmu, do tego walka… Nie wytrzymała tego. Musi teraz dużo odpoczywać.
Moja brew zaczęła niebezpiecznie drgać, a pięść unosić się w górę.
- I tylko tyle ma mi pan do powiedzenia? – krzyknęłam pełna złości. – Co sobie pan wyobraża? Przecież mógł mi to pan od razu to powiedzieć!
Lekarz westchnął i pokręcił głową z zażenowania.
- Proszę mi wybaczyć, ale takie są wymogi. To nie moja wina – odpowiedział, wzruszając ramionami. – A teraz przepraszam, mam pracę.
Skinęłam głową, na znak, że rozumiem. W środku cała odetchnęłam, w końcu mojej przyjaciółce nie zagrażało nic. 
Siedziałam tak i rozmyślałam. Co teraz zrobimy? Sariel po trudach Kiby i Shikamaru został pojmany. I co dalej? Czy wyjawi nam prawdę? Postanowiłam wstać i udać się do przyjaciół, wychodząc ze szpitala napotkałam ponownie spojrzenie białych oczu. Były takie bliskie i znajome, jak… Hinaty? Zatrzymałam się ze zdziwienia, lekarz jedynie przeszedł obok mnie z uśmiechem, a ja stałam z otwartymi ustami. Jak to możliwe? Pewnie mi się coś pomyliło. Odwróciłam się i ruszyłam w stronę wyjścia.
Po dziesięciu minutach dotarłam na miejsce. Przede mną widniały mosiężne, drzwi z dębu, obite w niektórych miejscach metalem. Otworzyłam je i weszłam do środka, gdy nagle zatrzymała mnie ręka strażnika. Spojrzałam w bok i zobaczyłam szarą, niesfornie ułożoną czuprynę i granatową maskę, która odsłaniała jedynie prawe oko osobnika.
- Kakashi – mruknęłam zła.
- Proszę mi wybaczyć, ale wejść jedynie mogą uprawnione osoby – powiedział pewnym siebie tonem.
- Kakashi. – Tym razem syknęłam zła. – Co ty sobie wyobrażasz? Przecież to ja Tenten!
- Takie są wymogi – odpowiedział spokojnie, nadal torując mi drogę.
- Takie są wymogi – burknęłam pod nosem. Ile to już razy ostatnim razem słyszałam?
Nagle z cienia wyłoniła się postać chłopaka.
- Wpuść ją Kakashi, ona jest z nami. -  Usłyszałam donośny głos Shikamaru.  
Szaro włosy posłusznie się odsunął i uśmiechnął się pod maską, choć tego nie mogłam być do końca pewna. Poszłam za brunetem, kiedy w końcu zatrzymaliśmy się obok sali przesłuchań. Shikamaru otworzył drzwi, po czym weszliśmy do środka. W pomieszczeniu stał jedynie stolik i dwa krzesła, na jednym siedział Sariel, zaś Kiba stał koło niego i go pilnował. Ściany były pomalowane na szaro, gdzieniegdzie łuszczyła się lub odpadała farba.
Spojrzałam na demona był dumny i wyprostowany, na jego twarzy widniał kpiarski uśmiech. Prychnęłam, tak bardzo nie trawiłam tych istot. To nie do pomyślenia, że istniała taka rasa. A jednak… To był najgorszy koszmar mojego życia.
Sariel zerknął na mnie i z uśmiechem, oblizał swoje usta. Skrzywiłam się na ten widok. Chociaż musiałam przyznać, że był niesamowicie przystojny…
Kiba usiadł naprzeciwko demona i zerknął na niego z wściekłością w oczach.
- Mów, po co nas zaatakowałeś? – warknął zły, waląc pięścią w stół.
Demon jedynie zaśmiał się ironicznie i spojrzał prosto w oczy tamera.
- Bo mi się nudziło. – Przekręcił głowę w bok i obleciał wzrokiem resztę zebranych.
Kiba z wściekłości warknął i już miał coś powiedzieć, ale Shikamaru położył dłoń na jego ramieniu.
- Wyjdź – rzekł spokojnie, patrząc na demona, któremu nie schodził uśmiech z twarzy.
Kiba kipiąc ze złości, wstał i wyszedł, trzaskając za sobą drzwiami. Shikamaru westchnął, wiedział, że Inuzuka nie nadawał się do takich rozmów.
- Co cię tu sprowadza? – zapytał chłopak, siadając naprzeciwko Sariela.
- Miałem pewne zadanie – odpowiedział, patrząc prosto w oczy swojego rozmówcy.
- Jakie? – dopytywał się Shikamaru, a na jego twarzy widniał spokój.
- Czy to ważne? – Sasuke uśmiechnął się, zapewne knując jakąś intrygę.
Nara jedynie skinął głową, wyczekując dalszej wypowiedzi Sariela.
- I ty myślisz, że tak po prostu ci to powiem? – zapytał demon, powiększając swój uśmiech.
Shikamaru zamyślił się, przejechał palcem po swojej brodzie i odpowiedział.
- Co chcesz w zamian?
- Hmm… Niech pomyślę… - odpowiedział Sariel i spoglądnął w moją stronę. – Może jest coś takiego, co bym chciał.
- Co to takiego?
- Ją – wskazał na mnie palcem. Stałam jak wryta, nie wiedziałam, co powiedzieć. Nie potrafiłam nawet warknąć coś w stylu: W twoich snach.
- Ją? – zapytał zdziwiony Shikamaru. – Do czego potrzebna ci ona?
Sariel spojrzał jedynie na niego zażenowany.
- No chyba nie pomyślałeś, że mam z nią ochotę piec ciasto? – warknął rozbawiony demon.
Sariel puścił do mnie oczko i dopowiedział.
- Chce spędzić z tobą cudowne chwile, mała. – Uśmiechnął się, aż zrobiło mi się słabo.
- Zapomnij – warknęłam zła i odwróciłam głowę.
Między nami zapadła krępująca cisza, Shikamaru stukał palcami o blat stołu.
- Zgoda – odpowiedział po chwili, całkiem spokojnie.
- Coooo? – krzyknęłam zła i już miałam rzucać się na niego, kiedy puścił mi porozumiewawcze spojrzenie.
Wiedziałam już, że Shikamaru miał jakiś plan. Jemu mogłam zaufać.
Sarielowi zrzedła mina, widać, nie był przygotowany na taką odpowiedź. Był pewny, że się nie zgodzimy. Zaczął niepewnie rozglądać się po pomieszczeniu.
- Mów – rzekł Shikamaru, wiedział, że demon nie ma nic na swoją obronę.
Ten jedynie spojrzał, na niego sowimi czarnymi jak noc oczami.
- Dostałem rozkaz, pojmania kapłanki.
- Od kogo? – dociekał Shikamaru.
Sariel zerknął na mnie niepewnie, a ja stałam nadal niewzruszona.
- Od najwyższego…

~*~

Hinata

[ Muzyka ]

Przebudziłam się i rozejrzałam po sali. Nie było już w niej Tenten. Odetchnęłam z ulgą, na myśl, że z innymi w porządku. Jednak nadal nie wiedziałam, co się stało z Naruto… Tak się martwiłam o niego. Wstałam z łóżka, zachwiałam się, lecz po chwili stałam już stabilnie. Wychyliłam głowę za drzwi, nie zauważyłam żadnego lekarza, tylko pacjenci przechadzali się po korytarzu. Miałam już robić pierwszy krok, kiedy zdałam sobie sprawę, że nie mam pojęcia gdzie mam iść… No cóż, nie mogę zapytać lekarza, gdyż od razu wyśle mnie z kwitkiem do łóżka. Będę musiała zajrzeć do każdej możliwej Sali, choć mogłabym być pewna, że taki plan nie wypali. Wyszłam spokojnie na korytarz, szłam w nieznaną stronę, podtrzymując się jedną ręką ściany. Nagle na kogoś wpadłam, poczułam tylko zapach lekarskiego kitla. O boże – pomyślałam – Tylko nie to…
- Co pani tutaj robi, proszę natychmiast wracać do sali! – mruknął, lekko zdenerwowany.
Po moich plecach przeszedł dreszcz. Znałam ten głos…
- Neji? – zapytałam, podnosząc głowę ku górze. Włosy opadły mi na ramiona, odsłaniając w pełni moją twarz.
- Hinata? – Zdziwił się, poprawiając fartuch. Po chwili opamiętał się.
- Proszę wracać do łóżka! – powiedział donośnym głosem, niesłuchającym sprzeciwu.
- Neji! – Podniosłam swój piskliwy głosik o dwa tony wyżej. Mężczyzna spojrzał na mnie zdzwiony.
- Wiesz może, co z Naruto Uzumakim? – zapytałam już cicho, patrząc na niego z nadzieją.
Neji westchnął i spojrzał na mnie.
- Wszystko z nim w porządku, powinien wybudzić się do końca tygodnia. Nie powinnaś się martwić. Wracaj do łóżka i się nie przemęczaj – odpowiedział i chciał mnie wyminąć.
- Neji… Cieszę się, że cię widzę – oznajmiłam spokojnie i odwróciłam się, zostawiając zdziwionego mężczyznę za sobą.
Wróciłam do sali o własnych siłach, po czym położyłam się ponownie w łóżku. Odwróciłam głowę w stronę okna i zaczęłam wspominać.
Mocny wiatr nagle zawiał, porywając moje długie włosy do tańca. Niebo zachmurzyło się, ale nadal było ciepło. Od ziemi aż emanowało gorącem, w końcu cały tydzień nie padało. Spojrzałam na osobę stojącą naprzeciwko mnie. Różowa sukienka powiewała na wietrze, a zielone oczy wpatrywały się we mnie ze szczęściem.
- Będzie burza – rzekła szczęśliwa i czując pierwsze krople, wystawiła dłonie ku górze.
Przytaknęłam, patrząc na jej osobę z podziwem. Zawsze była pełna życia, nie bała się niczego, płakała, owszem, ale była również tylko dzieckiem. Ciekawa świata zabierała mnie w każdy zakamarek naszej wioski. Nie było takiego miejsca, gdzie jej nie było. Deszcz padał coraz gęściej, a my stałyśmy i wpatrywałyśmy się w siebie nawzajem. Na jej twarzy widniał promienny uśmiech, wyciągnęła dłoń przed siebie i złączyła ją z moją.
- Hinata – westchnęła, wciągając zapach świeżego powietrza. Przyglądałam się jej z zaciekawieniem.
- Kocham cię – dopowiedziała, uśmiechając się.
Rozumiałam to, bardzo dobrze to rozumiałam. To była tylko czysta dziecięca miłość. Najczystsza miłość na świecie, wolna od zdrady i kłamstwa. Wolna od cierpienia. Najpiękniejsza.

W tym momencie, krople deszczu zaczęły stukać o szybę, sprawiając, że wyrwałam się z zamyślenia. Byłam pełna nadziei, wierzyłam, iż jeszcze ją spotkam. Wierzyłam i będę wierzyć. Spojrzałam na okno, przykleił się tam delikatnie różowy płatek wiśni. Wiedziałam, że moje marzenia się spełnią. Będę o nie walczyć i nie dam za wygraną. Dopóki żyję, moje marzenia będą trwać, a ja mam zamiar je spełnić. Będę wierzyć…

Od Autorki: Wiem, że długo mnie nie było, ale w końcu zebrałam się w sobie i napisałam ten rozdział. Postanowiłam parę wątków przenieść do następnego rozdziału. Szczerze mówiąc, pisanie po tak długiej przerwie, było na początku katorgą, ale potem jak się już rozkręciłam nie było tak źle. Chociaż osobiście(jak zwykle z resztą) nie jestem zbytnio zadowolona, mam jednak nadzieję, że nie jest tak źle, jak mi się zdaje xD W rozdziale na pewno są błędy, więc spokojnie wytykać, jak ktoś wyłapie. Porobiłam małe porządki na blogu, zrobiłam szeroką listę, żeby było wygodniej. Cóż, od 1 lub 2 sierpnia biorę urlop na szabloniarni, więc zabieram się za blogi SasuSaku ;) a potem za NaruHina. Mam nadzieję, że jednak ktoś to jeszcze czyta, gdyż dodaje notki raz na ruski rok xD Trzymajcie się i dużo słoneczka życzę. 
Zabiegana Sasame
layout by Sasame Ka